|
Białorusinka Iryna Lis dosiadająca Probleska pojedzie na finałowe zawody Pucharu Świata w kwietniu do Las Vegas. Awans dało jej pierwsze miejsce w sobotnim konkursie - finale rozgrywek Ligi Europy Centralnej z udziałem jedenastu zawodników.
Trójka jeźdźców: Susan de Klein reprezentująca Antyle Holenderskie oraz Niemcy Petra Wilm i Johannes Augustyn wzięła udział w zawodach na specjalne zaproszenie. Nie byli oni bowiem uczestnikami rozgrywek w tej części Europy. Sensacji nie było. Lis - liderka klasyfikacji generalnej ligi po dziewięciu imprezach zaprezentowała program pozbawiony najmniejszych błędów i w ocenie sędziów uzyskała 71,400 procent. Lokata w Warszawie (wyniki dotychczasowych dziewięciu imprez nie liczyły się) premiowana była miejscem w światowej elicie ujeżdżeniowców, która wystartuje w Arizonie. Drugie miejsce w finale z wynikiem 66,250 przypadło jej rodaczce Svetlanie Yevshik na Dombai. Pozostałe miejsce na podium zajęła wicemistrzyni Polski 2006 Żaneta Skowrońska dosiadająca 15-letniego Goldamosa - 66,000, który jest własnością zawodniczki. W szrankach nie stanęła mistrzyni Polski w ostatnich trzech latach Katarzyna Milczarek-Jasińska, której Ruggby został wycofany z zawodów z powodu kontuzji oka. Koń Problesk na którym Iryna Lis wygrała zawody na Torwarze to 17 letni wałach hodowli trakeńskiej, będący własnością Republikańskiego Centrum w Ratomce w pobliżu Mińska. „Jego imię Problesk można tłumaczyć jako przebłysk słońca. Raz zaświeci bardziej jasno, raz mniej. Dziś promienie były bardzo widoczne. Oboje czujemy się więc wspaniale. Teraz przed nami start w finale Pucharu Świata w Las Vegas. To będzie dla 17-letniego konia pierwsza tak długa podróż lotnicza. Myślę, że może wpłynąć źle na jego zdrowie. Po raz trzeci zaprezentuję się w tak ważnych zawodach jakimi jest finał PŚ” - powiedziała triumfatorka. 34-letnia Białorusinka, wielokrotna mistrzyni kraju startowała poprzednio w gronie finalistów Pucharu Świata, w Szwecji w Goeteborgu w 2003 roku i rok później w niemieckim Verden. W Warszawie jest po raz czwarty. - Szkoda, że nie miałam możliwości zobaczenia miasta, ale po tym co udało mi się zobaczyć przez szybę samochodu, to piękne miasto. Chętnie przyjeżdżam na zawody w stolicy Polski, bo są one organizowane na najwyższym poziomie. Może uda mi się przy kolejnej bytności zabrać 10-letniego syna Aleksieja, który pozostaje pod opieką ojca, jego mamy i mojej kiedy wyjeżdżam i bardzo tęskni za mną - dodała Iryna Lis. - Popełniliśmy z Probleskiem maleńki błąd - odpowiedzialność za wynik rozkłada się przecież na niego i na mnie. Błędy zdarzyły się przy zmianie tempa, a także na początku występu, kiedy Probleski chciał wcześniej rozpocząć program. Wszystkie pozostałe fragmenty programu zrealizowane zostały należycie, a i muzyka nam się ułożyła - mówiła rozpromieniona zwyciężczyni. Fajne zawody Moc wrażeń wywiezie z Torwaru Żaneta Skowrońska z Lewady Zakrzów. Podopieczna trenera Andrzeja Sałackiego w konkursie ujeżdżenia o nagrodę i puchar Hotelu Campanile zajęła szóste miejsce, natomiast w klasyfikacji finału rozgrywek Ligi Europy Centralnej była trzecia. Pokonały ją jedynie Białorusinki Iryna Lis i Svetlana Yevshik. - To były bardzo fajne zawody, znakomicie zorganizowane. Może jedynie podłoże było trochę twarde, ale Goldamosowi i mnie to nie przeszkadzało. Nie popełniliśmy większych błędów. Po tym jak Romeo odszedł do właściciela zdana byłam na umiejętności 15-latka Goldamosa, który wywiązał się z zadania we właściwy sposób - powiedziała Żaneta Skowrońska. - Mamy w odwodzie konia, znacznie lepszego od Goldamosa - konia Largos. Largos w najbliższym czasie zacznie „chodzić” w konkursach Grand Prix - dodał przysłuchujący się rozmowie trener Andrzej Sałacki. 28-letnia Żaneta Skowrońska jako jedyna uczestniczka zawodów startowała w mundurze. Przed rokiem powstała Gwardia Marszałkowska Województwa Opolskiego, w której pracuje Żaneta Skowrońska. Jej mundur wszędzie budzi ogromne zainteresowanie. W Akwizgranie i podczas innych zawodów fotografowano ją najczęściej obok takich sław jak Niemka Isabel Werth czy też Holenderka Anky van Grunsven. Zawód kowal Warszawskie zawody nie mogłyby się odbyć bez Jana Ciołka. Pan Ciołek jest bowiem… kowalem imprezy. Kiedy miał cztery lata koniecznie chciał kupić źrebaka od sąsiada w rodzinnej Pełkini leżącej niedaleko Jarosławia. I wtedy powiedział, że całe życie zwiąże z końmi. Kiedy w wieku 17 lat wyjeżdżał „za chlebem” do Austrii, nie przypuszczał, że wtedy szukając pracy, natrafi na kowala w Baden. - Jak zobaczyłem moje nowe miejsce pracy, otworzyły mi się oczy. To może być zawód na całe moje życie, pomyślałem - powiedział w przerwie w podkuwaniu koni uczestniczących w zawodach Sygnity Toyota Word Cup, Jan Ciołek. Przez siedem lat zdobywał umiejętności pod okiem austriackiego kowala Petera Gertnera i kiedy tęsknota za krajem i rodziną nie dawała spokoju, z żoną Elżbietą wrócili do rodzinnych stron. Potem było szkolenie u kolejnego kowala. Tym razem był nim uznany w branży Fritz Rider, mieszkający w Bawarii. - Kowalstwo to zawód którego trzeba uczyć się całe życie - mówi z uśmiechem. W 2000 roku państwo Ciołkowie powrócili do Polski i dziś Jan podkuwa konie. Porusza się po Polsce kuźnią na czterech kołach i marzy o otwarciu szkoły dla kowali. Jego klientką była w czasie imprezy zwyciężczyni finału Ligi Europy Centralnej w ujeżdżeniu Białorusinka Iryna Lis. - Nie wszyscy widzowie i uczestnicy zawodów wiedzą, że jej koń Problesk ma dwie… aluminiowe podkowy na przednich nogach, dużo lżejsze od tradycyjnych - szeptał tajemniczo w czasie konkursu Jan Ciołek.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Proszę zaloguj się lub zarejestruj. |